<title_newspaper="ycie Warszawy"> 
<title_article="Sprawa nr 6/Wi/263/5l>
<author_1=Roman Izbicki> 
<author_2=> 
<language=pl> 
<style=press> 
<year="1952">
<month="1">
<date=1952-01-16>
<period=d> 
<status=1_obieg>
<support=paper>
Zwyczajny czowiek, zwyczajna sprawa. Niezwyczajne natomiast jej dzieje. Niezwyczajne te naigrawanie si pewnych urzdnikw z petenta, ze sprawy, z praworzdnoci. By sobie stolarz. Mody, pracowity, sumienny. Przez ask pewnego majstra (dziao si to przed wojn) dosta prac w jednym z zakadw Politechniki Warszawskiej.
Po wojnie zgosi si na dawne miejsce pracy. Ale wszystko leao w gruzach. Gdy zaczto na nowo stawia zakad, pracowa od pierwszych dni. Po roku urlop  2 tygodnie. Nastpnego to samo. Alici kto z kolegw powiedzia mu, e naley si miesic urlopu, poniewa, wedle ustawy, pracuje w tej samej instytucji przeszo 10 lat. Tedy zacz si stara o miesic wypoczynku. Przyznawano mu racj w radzie zakadowej, w zwizku zawodowym i w prywatnych wyjanieniach, ale gdy szed czas urlopu  dostawa 2 tygodnie.
Streszczamy zwyczajn spraw. Doo fakt uzupeniajcy. Chyba przed dwoma laty napisa ten czowiek o swoich kopotach do dziennika ,,Rzeczpospolita. Radca prawny w owym pimie dugo grzeba si w ustawach i paragrafach, potem orzek, e stolarz ma pene prawo do miesicznego urlopu. Wydrukowano. Wtedy to  raz jeden  dano upartemu 3 tygodnie wypoczynku. Dlaczego 3, a nie 2, albo 4  nie wyjaniono. Tajemnica urzdnika.
Zy duch wstpi w stolarza czy co  do, e wci (przed urlopem) zaczyna drepta po subowych ciekach. Nic z tego. Na koniec zdecydowa si.
W czerwcu ubiegego roku napisa i zanis 4 strony do Biura Listw i Zaale przy Radzie Pastwa. Przyjto, pokwitowano. Gdy potem pyta o losy swego listu, powiedziano mu, e wszystko jest w Min. Szk Wyszych
i Nauki (Instytucja, w ktrej pracuje podlega temu ministerstwu). Czeka.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1>



